Legal Writing Po Polsku

O sztuce tworzenia pism procesowych i innych dokumentów prawniczych.

Optymalna liczba znaków w linii

Obok spraw karnych, przedmiotem mojego zainteresowania są przede wszystkim spory gospodarcze. W tego typu sprawach często pojawiają się problemy techniczne lub technologiczne, które rozstrzygnąć musi najpierw biegły, a potem sąd. Sprawia to, że pisma procesowe uczestniczących w sprawie pełnomocników potrafią rozrosnąć się do ogromnych rozmiarów. Trzeba bowiem nie tylko przedstawić argumentację prawną, ale także (a może przede wszystkim) rozbudowany stan faktyczny i szereg kwestii specjalistycznych.

Zbyt wiele znaków psuje odbiór

Właśnie w takiej sprawie dostałem ostatnio pismo od przeciwnika procesowego. Miało kilkanaście stron, ale nie to było najgorsze. Tekst został napisany przy pomocy czcionki Calibri o rozmiarze 10. Wyglądało to mniej więcej tak (wszystkie przykłady na podstawie fragmentu orzeczenia SN w sprawie o sygnaturze I KZP 3/20):

Zbyt długa linia

Średnia długość linii: 106 znaków.

Pomijając zupełnie fatalny dobór czcionki bezszeryfowej i jej zbyt mały rozmiar, głównym problemem tak skonstruowanego pisma jest za duża liczba znaków w jednej linii. Z uwagi na sposób zachowania naszych oczu podczas czytania, zbyt długie linie sprawiają, że łatwiej się gubimy i szybciej męczymy. Zbyt małe z kolei powodują, że zaburzony jest rytm czytania, co negatywnie wpływa na sposób zapamiętywania przyswajanych treści.

Pamiętaj, że licząc znaki w linii, uwzględniamy interpunkcję i spacje!

Właściwa liczba znaków w linii

Psychologowie nie są zgodni, ile dokładnie wynosi optymalna liczba znaków w linii, ale dość powszechnie przyjmuje się, że jest to wartość pomiędzy 45 a 80. Oczywiście w zależności od rodzaju pisma, przyjętej typografii i innych czynników, liczba znaków może się zmieniać.

Istnieje kilka sposobów na ustalenie pożądanej liczby znaków. Wpływ na to ma przede wszystkim krój czcionki. W związku z tym, że w pismach procesowych korzystamy wyłącznie z czcionek proporcjonalnych, szerokość umieszczonych w nich znaków będzie różna. Zmieńmy tekst z powyższego przykładu na krój Garamond:

Średnia długość linii: 103 znaki.

Średnia długość linii: 103 znaki.

Jak widać, sama zmiana kroju czcionki nie pomogła. Musimy zatem zwiększyć rozmiar czcionki, co zrobilibyśmy i tak z uwagi na jej czytelność. Standardowo posługuję się Garamondem w rozmiarze 14, który po zaaplikowaniu wygląda tak:

Średnia długość linii: 79 znaków.

Średnia długość linii: 79 znaków.

Do optymalnej długości braku nam już niewiele. Technik na dalsze ograniczenie liczby znaków jest kilka, ale wszystkie trzeba stosować z wyjątkowym wyczuciem. Generalnie błędnym rozwiązaniem jest rozstrzelenie tekstu, czyli zwiększenie odległości pomiędzy poszczególnymi znakami. To nadaje się do kapitalików, ale nie normalnego kroju:

Średnia długość linii: 58 znaków.

Średnia długość linii: 58 znaków.

Zdecydowanie lepiej wygląda zwiększenie bocznych marginesów (które i tak powinny być dość szerokie). Po ich lekkim zmodyfikowaniu otrzymamy gotowy do wydruku tekst:

Średnia długość linii: 71 znaków.

Średnia długość linii: 71 znaków.

Porównaj sobie teraz pierwszą grafikę z czcionką Calibri oraz ostatni przykład. Który z nich łatwiej i szybciej się czyta?

Cechy dobrego pisma procesowego

Idąc na studia prawnicze miałem już za sobą spore doświadczenie dziennikarskie. Udzielałem się na kilku portalach, w tym jeden prowadziłem, współtworzyłem także mniej lub bardziej udane podziemne czasopisma i ziny. Byłem w związku z tym przekonany, że bez problemu poradzę sobie z dokumentami, jakie zapewne będziemy przygotowywać w ramach prawniczej edukacji.

Do tej pory nikt nie uczył poprawnie pisać

Gdy na piątym roku studiów zorientowałem się, że nie miałem ani jednych zajęć poświęconych wyłącznie przygotowaniu mnie do prawidłowego sporządzania pism procesowych, mocno się zdziwiłem. Oczywiście zdarzyło się kilka razy, że na konwersatoriach mieliśmy za zadanie przygotować jakieś pisma, ale zawsze (zawsze!) oceniane one były wyłącznie pod kątem spełnienia wymogów formalnych.

Do dziś nie mogę zrozumieć, dlaczego ta kluczowa dla prawnika dziedzina jest tak bardzo ignorowana.

Przecież większość swojego zawodowego czasu spędzamy na przygotowaniach do sporządzenia pisma lub na samym pisaniu. Na amerykańskich uniwersytetach legal writing to często całoroczny kurs o randze normalnego przedmiotu, funkcjonują tam czasopisma zajmujące się legal writingiem. Założono zresztą poświęcony temu zagadnieniu instytut.

Skoro nikt nie uczy dziś w Polsce prawidłowego sporządzania pism procesowych w zakresie większym niż zgodność z obowiązującymi przepisami, bardzo trudno jest zdobyć podstawowe informacje w tej dziedzinie.

Jedną z najważniejszych jest zestaw cech dobrze przygotowanego pisma procesowego.

Cel pisma procesowego

Pismo procesowe powinno być traktowane jak narzędzie, ponieważ tym w istocie jest. Jego wyłączny cel to przekonanie kogoś (sądu, prokuratora, drugiej strony) do swojego poglądu na konkretną sprawę. Jeśli się nad tym głębiej zastanowisz, to najbardziej podstawowe z zadań takiego dokumentu. Wszystko inne sprowadza się właśnie do niego.

Wniosek o warunkowe przedterminowe zwolnienie? Przekonaj sąd, że Twój klient już się zresocjalizował i nie stwarza zagrożenia. Pozew? Przekonaj sąd, że spełnione zostały przesłanki dochodzenia wierzytelności na drodze sądowej. Wniosek dowodowy? Przekonaj sąd, że te dowody są niezbędne do prawidłowego rozpoznania sprawy. Mogę tak jeszcze długo.

Cechy dobrego pisma

Z tak postawionego celu można wyinterpretować kilka pożądanych cech pisma procesowego.

Przede wszystkim, pismo musi być możliwie krótkie. Mówię możliwie, ponieważ nie ma jednej, ogólnej miary w tym zakresie. Im mniej czasu zabierzesz adresatowi swoją pisaniną, tym lepsze wrażenie po sobie pozostawisz. Wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy chcemy pójść na spacer, poczytać książkę albo pobawić się z dzieckiem. Nie każ sędziemu wybierać pomiędzy tym a Twoimi rozwleczonymi do granic przyzwoitości argumentami.

Po drugie, pismo musi być konkretne. To nie to samo, co krótkie. Przeczytałem w swoim życiu setki dokumentów, które miały kilkadziesiąt stron, a stały bardzo daleko od jakiegokolwiek konkretu. Nie uprawiaj filozofii, nie opowiadaj bajek. Przechodź od razu do meritum. Pismo procesowe powinno być traktowane jak sprint, a nie bieg przełajowy z przeszkodami.

Zadbaj o poprawność językową i techniczną (typograficzną) pisma. Sędziowie i przeciwnicy procesowi czytają Twoje dokumenty nie dlatego, że chcą, ale dlatego, że muszą. Dlatego powinieneś uszanować ich czas i przygotowywać takie pisma, które nie mają literówek, błędów typograficznych i niejasnych zdań wielokrotnie złożonych.

Twórz pisma tak proste, jak to tylko możliwe bez utraty walorów merytorycznych. Nie zaimponujesz sędziemu swoją prawniczą wiedzą, bo jest duża szansa, że ma jej więcej od Ciebie. A jeśli nie ma, tylko niepotrzebnie go zirytujesz. Powiedz, co masz powiedzieć – nie udziwniaj na siłę, nie stosuj bezsensownie łacińskich paremii lub złożonego wnioskowania prawniczego. Oczywiście to nie znaczy, że masz rezygnować ze skomplikowanych wywodów prawnych – po prostu rób to z głową.

Najtrudniejsza z tych wszystkich porad brzmi jednak:

Bądź wiarygodny i sympatyczny.

Te dwie nierozerwalnie związane ze sobą cechy często przesądzają o tym, czy mamy do czynienia z dobrym, czy zaledwie przeciętnym prawnikiem. Więcej powiem o nich przy okazji recenzowania Adwokata Diabła Iaina Morley’a. Jeśli jesteś sympatyczny, wzbudzasz większe zaufanie innych uczestników procesu. Budujesz tym samym swoją wiarygodność. Dobrze widać to na przykładzie sposobu przesłuchiwania świadków – gdy traktujesz ich z szacunkiem, sędzia z dużym prawdopodobieństwem będzie tak traktował również Ciebie.

Nie atakuj w swoich pismach kogokolwiek, nie stosuj pustej erystyki, nie kłam, nie pomijaj faktów niepasujących do Twojej wersji wydarzeń. Polemizuj, argumentuj, wyjaśniaj. I przede wszystkim – nie cwaniakuj.

Drogowskazy w piśmie procesowym

Kilka lat temu pojechałem na dłuższe wakacje w Bieszczady. Choć nie miałem w planach rzucać wszystkiego, bardzo chciałem pooddychać górskim powietrzem. Podczas jednej z dłuższych tras nieco pogubiłem drogę, a telefon jak na złość padł i nie mogłem sprawdzić, gdzie jestem. Po godzinie zaczynałem już odczuwać zauważalny niepokój.

Gdy wreszcie zobaczyłem znak wskazujący drogę do najbliższej miejscowości, z zagubionego podróżnika zmieniłem się w trapera mającego konkretny cel. Prosty napis z niewielką liczbą informacji był w stanie momentalnie zmienić moje nastawienie i priorytety.

Może na mniejszą skalę, ale podobną funkcję pełnią drogowskazy w pismach procesowych.

Drogowskaz pisma procesowego

Przez drogowskaz rozumiem zamieszczoną w piśmie informację opisującą zawartość dokumentu lub pozwalającą zorientować się w jego strukturze. Najbardziej znanym drogowskazem w drukowanym dokumencie jest spis treści.

Nie muszę chyba mówić, że, tak jak w przypadku kilkusetmetrowych podróży, w krótkich pismach drogowskazy są po pierwsze zbędne, a po drugie niemile widziane. Nie spełniają swojej podstawowej funkcji, ponieważ całość dokumentu jest niemal od razu widoczna dla czytelnika. Jeśli pismo ma mniej niż 3 strony samego uzasadnienia, drogowskaz jest bezcelowym ozdobnikiem. Zgodnie z zasadami legal writingu powinniśmy się go więc jak najszybciej pozbyć.

Spis treści

Spis treści znany z książek lub czasopism jest pierwszym, intuicyjnym drogowskazem, który przychodzi nam do głowy. Jest również niedopuszczalny w piśmie procesowym, ponieważ nie ma go w zasadzie gdzie umieścić.

Pismo procesowe zaczyna się od konkretnych danych – oznaczenia sądu, stron, tytułu, wreszcie petitum. Nie możemy zatem spisu treści umieścić na początku. Z drugiej strony pismo powinno zakończyć się podpisem i wymieniem załączników. Także i w tym miejscu spis treści będzie wyglądał co najmniej podejrzanie.

Jedyny dokument prawniczy, w którym widziałbym spis treści, to rozbudowana opinia prawna. Przy kilkudziesięciu stronach i sporej liczbie poruszanych wątków, aż się prosi, by zastosować w niej elegancki spis treści na początku lub (rzadziej) na końcu dokumentu.

Śródtytuły

Z pewnością najbardziej popularnym sposobem wskazywania czytelnikowi drogi w piśmie procesowym jest stosowanie śródtytułów. Aktualne są tutaj niemal wszystkie uwagi, które odnoszą się do tytułu pisma procesowego.

Obok najbardziej popularnego śródtytułu, czyli “Uzasadnienia”, w dłuższych dokumentach warto stosować oznaczenia poszczególnych części tekstu. Pamiętaj jednak, by śródtytuły miały logiczną konstrukcję i ze sobą współgrały. Skoro najpierw piszesz “Stan faktyczny”, umieść gdzieś dalej “Stan prawny” – o taką konsekwencję mi chodzi.

Odrębnym tematem jest numerowanie śródtytułów. Stosuje się tutaj cyfry rzymskie, arabskie, litery lub symbole. Z moich doświadczeń wynika, że najlepiej używać cyfr arabskich, a gdy numerowanie jest wielopoziomowe – zbitek w stylu 1.3 albo 2.1.

Akapity wprowadzające i podsumowujące

Specyficzne rodzaje akapitów są z kolei tym rodzajem drogowskazu, którego najczęściej nie zauważamy. Niemal intuicyjnie stosujemy na końcu pisma akapit zaczynający się od “Podsumowując”, “Reasumując” lub (mam nadzieję, że tego nie robicie!) “Rekapitulując”. To nic innego jak akapit podsumowujący, w którym powinniśmy zawrzeć nasze główne tezy i konkluzję prezentowanej argumentacji.

Akapit wprowadzający pełni podobną rolę. Kierując się starą, dziennikarską maksymą, naszą główną tezę powinniśmy przywołać już na samym początku. Nie zmuszaj sędziego do czekania. Kieruj się zasadą:

Najważniejsze rzeczy zawsze pisz na początku.

Pismo procesowe to nie beletrystyka, w której czytelnik ma z napięciem oczekiwać rozwiązania zagadki. To nie sztuka teatralna budująca napięcie przez pierwsze akty, by zdetonować emocje na samym końcu. W swoim piśmie masz przekonać kogoś do swoich racji, więc lepiej zacząć przekonywać go jak najszybciej.

Teksty na marginesie

Zupełnie wyjątkowym rodzajem drogowskazu, który zdarzało mi się widywać jedynie w amerykańskich pismach procesowych, są teksty na bocznych marginesach. Możesz kojarzyć je z podręczników prawa, a w komentarzach przyjmują postać numerów bocznych.

Polskie sądy chyba nie są jeszcze gotowe na taką ekstrawagancję, choć napisy na marginesach mają niewątpliwe zalety. Nie zaburzają rytmu tekstu, są dobrze wyeksponowane nawet bez pogrubienia lub innego wyróżnienia i łatwo wykonać je w sposób estetyczny.

Tytuł pisma procesowego

Sztuka tworzenia zgrabnych i wpadających w oko tytułów od setek lat praktykowana była najpierw przez pisarzy, a później przez szeroko pojętą prasę. W czasach elektronicznego przepływu danych tytuły, które pełnią podobną funkcję co nagłówki, stały się obiektem specjalnego zainteresowania marketingowców. W swej najbardziej patologicznej wersji przekształciły się w clickbaity.

Podstawa prawna

Blog, na którym jesteś, w swoich założeniach ma nie być powtórką z przepisów, ale czasami nie można tego uniknąć. Dlatego spójrzmy na trzy procedury obowiązujące w Polsce.

W przypadku Kodeksu postępowania cywilnego, sprawa jest jasna. W art. 126 § 1 pkt 3 KPC ustawodawca wprost wskazuje, że jednym z wymogów formalnych pisma procesowego jest oznaczenie jego rodzaju. Zauważ, że nie posłużono się tutaj słowem “tytuł”, które ma węższy zakres pojęciowy niż “rodzaj”.

Procedura karna nie posiada analogicznej regulacji jak KPC. Tutaj ustawodawca postawił na treść i uzasadnienie pisma procesowego. Oczywiście profesjonalne pismo musi mieć tytuł, ale nie wynika to wprost z żadnego przepisu.

Postępowanie administracyjne, jako bardziej odformalizowane, ma jeszcze mniej wymogów. W art. 63 § 2 KPA wskazano jedynie konieczność określenia podmiotu składającego pismo i jego żądania. Z kolei postępowanie sądowoadministracyjne zawiera regulację podobną do cywilnej – w art. 46 § 1 pkt 2 PPSA wymieniono rodzaj pisma jako jeden z jego warunków formalnych.

Czy tytuł ma znaczenie?

Choć część ustaw stawia w tym zakresie określone wymogi, tytuł generalnie nie ma dużego znaczenia, gdy treść pisma jest jednoznaczna. Panuje dość powszechna zgoda, że o charakterze pisma nie decyduje wyłącznie jego nazwa, co znalazło swój wyraz chociażby w art. 130 § 1 KPC.

Nie oznacza to jednak, że tytuł jest w ogóle bezwartościowy. Przede wszystkim, ma on istotne znaczenie, gdy pozostała treść pisma budzi wątpliwości. Przykładowo, zażalenie i skarga na referendarza mogą być do siebie bardzo podobne. To jednak dwa zupełnie inne środki zaskarżenia, których weryfikacja odbywa się na nieco innych zasadach. Jeszcze większe problemy budzi pomylenie zażalenia z apelacją, zwłaszcza gdy ta ostatnia dotyczy tylko kosztów postępowania.

Po drugie, prawidłowo skonstruowany tytuł jest dowodem profesjonalizmu i nie zmusza sędziego, który będzie rozstrzygał Twoją sprawę, do podejmowania dodatkowych decyzji w zakresie tego, jak zakwalifikować otrzymane pismo.

Merytoryczne aspekty tytułu pisma procesowego

Pamiętaj o tym, że wszystko co robisz, musi odpowiadać celowi, jaki sobie założyłeś. Dlatego tytuł pisma powinien być możliwie krótki (bo pisma procesowe to nie miejsce na artystyczne eksperymenty) oraz maksymalnie precyzyjny (ponieważ szanujesz czas sędziego).

Obowiązkowym elementem tytułu jest wskazanie rodzaju pisma procesowego. Chodzi przy tym o konkretny rodzaj, a nie ich grupę.

Z tego powodu niedopuszczalne tytuły pisma to:

  • podanie;
  • środek zaskarżenia;
  • pismo.

W przypadku tego ostatniego, czyli “pisma”, zdania są podzielone. Czasami składane przez Ciebie dokumenty trudno jest zakwalifikować do jednej z popularnych kategorii. Przykładowo, problem pojawia się, gdy wykonujesz zobowiązanie sądu do przesłania jakiegoś dokumentu. Od biedy możesz wtedy napisać “Pismo przewodnie”, ale taki tytuł ja rezerwuję do specyficznych przesyłek, w których pismo przewodnie stanowi rodzaj spisu treści, a załącznikami do niego są inne pisma procesowe. W omawianej sytuacji dużo lepiej napisać “Wykonanie zobowiązania Sądu“. Krótko i absolutnie na temat, od razu wiadomo, o co chodzi.

Obok rodzaju pisma, choć nie jest to twarda reguła, można dodać konkretną podkategorię wskazującą przedmiot sprawy. Przykłady dopuszczalnych tytułów:

  • wniosek dowodowy;
  • apelacja oskarżonego;
  • pozew o zapłatę;
  • skarga na referendarza sądowego;
  • zażalenie;
  • wniosek o sporządzenie uzasadnienia wyroku.

Wystrzegaj się dłuższych tytułów w stylu “Pozew o zapłatę faktury z tytułu wykonanych robót budowlanych”. Podstawa powództwa o zapłatę wynikać będzie z uzasadnienia, na etapie tytułu ta wiedza nic sędziemu nie daje, a jedynie wprowadza niepotrzebny chaos.

Nie muszę chyba wspominać, że “Zażalenie na postanowienie Sądu Okręgowego w Bydgoszczy Wydział II Karny z dnia 30.10.2020 r. w sprawie o sygn. II K 12/34 w przedmiocie przedłużenia tymczasowego aresztowania” nie stało nawet w pobliżu prawidłowego tytułu pisma procesowego.

Techniczne aspekty tytułu pisma procesowego

Gdy ustalisz już, jaka będzie treść Twojego tytułu, czas na trochę typografii. Standardowo tytuły pism procesowych równane są do środka strony. Dzięki temu stanowią centralny punkt kartki i od razu przykuwają wzrok czytającego.

By odróżnić tytuł od reszty treści, zazwyczaj pisze się go większą czcionką. Nie przesadź jednak z rozmiarem – kompozycja to jedna całość i wszystkie jej elementy muszą ze sobą współgrać. Dlatego tytuł pisz czcionką większą o 2 lub 4 punkty. To w zupełności wystarczy i nie będzie sprawiać nachalnego wrażenia.

Jeśli chodzi o wyróżnienie, powszechnie stosuje się pogrubienie. Nie widzę w nim nic złego – dobrze podkreśla cel, dla którego tytuł wstawiany jest na pierwszej stronie. W żadnym wypadku nie używaj jednak w tytule kapitalików (wielkich liter)! Choć to powszechna praktyka, udowodniono naukowo, że użycie kapitalików zmniejsza czytelność tekstu nawet o kilkanaście procent. To dlatego, że nasze oko przyzwyczaiło się do rozróżniania wielkich i małych liter. Same wielkie zlewają się często ze sobą i musimy zauważalnie zwolnić, by odczytać tak napisany tekst.

Żeby nie być gołosłownym, przykłady źle skonstruowanych tytułów:

Pierwsza pomoc w typografii – recenzja

Pierwsza pomoc w typografii

Pierwsza pomoc w typografii

Już kilkanaście lat zajmuję się prawem i uczciwie przyznam, że dopóki nie zainteresowałem się legal writingiem, nikt nigdy nie powiedział mi, jak ważna dla prawnika może być typografia.

W jednym z ostatnich wpisów poruszyłem ważny typograficzny temat – kroje czcionek. Jest to jednak tylko malutki fragment szerokiego zakresu spraw, o których musi myśleć prawnik.

Miesięcznie indywidualna kancelaria jest w stanie wyprodukować kilkadziesiąt pism procesowych. Sumując taką liczbę dokumentów, przy uwzględnieniu wielkości różnych kancelarii i ich składów osobowych może się okazać, że sektor prawniczy wydaje więcej, niż klasyczni wydawcy prasy i książek.

W USA zrobiono takie badania i faktycznie wyszło z nich, że prawnicy wydają w skali kraju więcej niż książkowe wydawnictwa. Po szczegóły odsyłam do książki The Lawyer’s Guide to Writing Well.

Typografia dla prawnika

Takie postawienie sprawy oznacza, że prawnicy poważnie powinni zainteresować się elementami procesu wydawniczego, które mają wpływ na ostateczny kształt ich pism. Chyba najważniejszym z nich jest prawidłowa typografia.

Szczegółowo temat ten omówimy przy okazji recenzji książki Matthew Buttericka Typography for Lawyers, ale chcę to podkreślić już teraz – typografia jest jednym z kluczowych elementów dobrego legal writingu, ponieważ ma ogromny wpływ na czytelność tekstu i siłę jego przekonywania.

Z uwagi na to, że typografia jest wśród polskich prawników straszliwe zaniedbana, bardzo łatwo uzyskać tutaj zauważalną poprawę w ekspresowym tempie.

Pierwsza pomoc typograficzna

Oczywiście mało kto ma czas, by szkolić się w zawodzie będącym połączeniem fachowca i artysty. Dlatego powstają mnie lub bardziej udane poradniki typograficzne. Do tych drugich zaliczam książkę Hansa Petera Willberga i Friedricha Forssmana.

Pierwsza pomoc w typografii to nawet bardziej album niż książka. Autorzy w artystyczny sposób prezentują różnorodne treści, które można z miejsca zastosować w pracach nad pismem procesowym.

W przeciwieństwie do kilku innych dostępnych na rynku pozycji, mało jest tutaj filozofowania. Mamy za to niekonwencjonalnie poskładane strony, które przywodzą na myśl raczej galerię sztuki niż praktyczny poradnik.

Utylitarna zawartość

Ciebie w książce powinny zainteresować przede wszystkim obszerne zestawienia czcionek wraz z przykładami oraz wszystkimi elementami, które poza krojem składają się na obraz pisma procesowego.

Omówiono wykorzystanie elementów graficznych (tabele, wykresy), a nawet wstawiono kilka zupełnie różnych kartek, by pokazać różnicę w druku na różnych rodzajach papieru.

W publikacji znajduje się również kilka zestawień najważniejszych założeń typograficznych oraz najczęstszych błędów, razem składających się na porządną dawkę praktycznej wiedzy.

Jeśli nie masz za dużo czasu (a kto go dziś ma?), a chciałbyś bezkolizyjnie zmierzyć się z problematyką typografii pism urzędowych, ta pozycja jest właśnie dla Ciebie!

Orzecznictwo w piśmie procesowym

Gdy jeszcze studiowałem, mój promotor przedstawił mi popularną w tamtym czasie publikację poświęconą czynnościom operacyjno-rozpoznawczym. Poprosił mnie, bym zweryfikował podawane tam źródła, ponieważ jego zdaniem akapity w tej pracy wydawały mu się zbyt znajome.

Dwa miesiące spędziłem w uniwersyteckich oraz policyjnych bibliotekach i odkryłem, że grubo ponad 75% tekstu omawianej pracy stanowiły żywcem przeklejone cytaty, bez żadnego wyróżnienia ani autorskich zmian.

Nie wiem, co promotor zrobił z moim raportem, ale ja od tamtego czasu stałem się bardzo wyczulony na nieprawidłowego cytowanie źródeł oraz, przede wszystkim, bezsensowne, taśmowe wręcz cytowanie wszystkiego, co akurat przyjdzie nam do głowy.

Wykorzystanie orzecznictwa w piśmie procesowym

Gdy przygotowywałem się do napisania swojej książki, przeprowadziłem kilkadziesiąt rozmów z profesjonalnymi pełnomocnikami, sędziami i prokuratorami, żeby poznać ich zdanie na temat wykorzystywania oraz cytowania orzecznictwa sądowego w pismach procesowych.

Kluczowy wniosek z tych “badań” brzmiał zadziwiająco podobnie do naczelnej zasady dobrego legal writingu:

Ustal cel tego, co robisz, a jeśli oddala Cię to od Twojego głównego zadania – przestań to robić.

Wszystkie decyzje, które podejmujesz przygotowując się do pisania, a później tworząc dokument, powinny być podejmowane przez pryzmat Twojego podstawowego celu. Najczęściej (choć nie zawsze) jest nim skuteczne reprezentowanie interesu klienta. Dlatego tylko wtedy przywołuj orzecznictwo w treści pisma procesowego, gdy jest to uzasadnione taką właśnie potrzebą.

Złe cele

Mam wrażenie graniczące z pewnością, że większość odwołań do orzecznictwa w pismach procesowych podyktowana jest chęcią zwiększenia ich objętości. Ze zrozumiałych, choć z gruntu fałszywych powodów, autorzy pism często uważają, że im dłuższe są sporządzone przez nich dokumenty, tym lepsze się stają.

Długie, naszpikowane odwołaniami pismo ma być symbolem profesjonalizmu, a jest dokładnie odwrotnie. Taki moloch staje się niemożliwy do przeczytania, odrzuca już na starcie i negatywnie nastawia czytelnika do autora pisma. Wywołuje dosłownie przeciwny efekt niż ten, który autor chciał uzyskać.

Część prawników okrasza tekst dziesiątkami orzeczeń, ponieważ w ich mniemaniu świadczyć to ma o posiadanej przez prawnika wiedzy. Zastanówmy się jednak przez chwilę, czy faktycznie tak jest?

W dobie rozbudowanych programów prawniczych wyszukanie zbioru orzeczeń do popularnego przepisu nie stanowi żadnego problemu. Co więcej, sąd orzekający w sprawie sam pewnie większość tych wyroków zna – po co więc bezrefleksyjnie zarzucać go nimi ponownie?

Są tacy sędziowie, którzy uzasadniając swoje orzeczenie poczuwają się w obowiązku odnieść się do każdego z przywołanych orzeczeń. Zarzucenie ich stertą bezsensownych wyroków to najkrótsza droga, by stali się Twoimi wrogami.

Dobre cele

O tym opowiemy sobie więcej przy sztuce argumentacji, ale już dziś muszę to podkreślić – orzecznictwo należy powoływać tylko wtedy, gdy jest to niezbędne z uwagi na podnoszone przez Ciebie argumenty.

Jeśli sprawa dotyczy sprzecznych interpretacji konkretnego przepisu – powołuj się na orzeczenia korzystne i polemizuj z niekorzystnymi (w żadnym wypadku ich nie ignoruj – przeciwnik na pewno to wykorzysta!).

Jeśli chcesz, by sąd odstąpił od przyjętej wykładni danego przepisu w Twojej sprawie – pokaż takie odstępstwa na przykładzie orzeczeń.

Jeśli Twój argument ma charakter kazuistyczny (np. gdy domagasz się zasądzenia określonej kwoty zadośćuczynienia), pokazuj orzeczenia wydawane w podobnych stanach faktycznych.

Przede wszystkim jednak – używaj zdrowego rozsądku i nie powołuj się na orzecznictwo tam, gdzie nikt nie kwestionuje Twoich argumentów.

Jak nie przywoływać orzecznictwa

Na podstawie powyższych założeń i wspomnianych rozmów stworzyłem listę najczęstszych wpadek, które irytują wszystkich uczestników procesów sądowych:

  • powoływanie orzecznictwa bez uzasadnionej potrzeby;
  • powoływanie nieproporcjonalnie dużej liczby orzeczeń, zwłaszcza gdy ich tezy są bliźniacze lub wręcz identyczne;
  • powoływanie orzeczeń niezwiązanych z Twoją argumentacją;
  • powoływanie orzeczeń wyłącznie po przeczytaniu ich tezy i ignorowanie kontekstu, w którym były wydawane.

Sposób powołania orzecznictwa

Powyższa lista dotyczy błędów metodologicznych przy powoływaniu orzecznictwa, ale zaobserwowałem także pewne grupy usterek technicznych.

Przede wszystkim nie powinieneś przeklejać całych cytatów z orzeczeń do swojego tekstu. Zaburzają one jego rytm, a Ty sprawiasz wrażenie lenia, który chce się wyręczyć gotowymi akapitami. Prezentuj argumentację własnymi słowami, a orzeczenia przywołuj tylko jako jej potwierdzenie.

Jeśli już musisz skopiować większy fragment orzeczenia, dokładnie zaznacz, gdzie kończy się Twoja wypowiedź, a zaczyna cytat. Orzeczenia nie podlegają co prawda prawu autorskiemu, ale nie powinieneś przywłaszczać sobie wypowiedzi innych osób. To nieetyczne.

Orzeczenie powinieneś oznaczyć w taki sposób, by osoba czytając Twoje pismo mogła łatwo do niego dotrzeć. Obowiązkowo zaznaczaj zatem sąd, datę i sygnaturę sprawy. Przyda się również miejsce publikacji lub numer z programu prawniczego.

Praktyka orzecznicza

Twoja działalność skupią się w okręgu jednego lub kilku sądów? To dobry moment, by zacząć śledzić praktykę orzeczniczą konkretnych wydziałów lub składów orzekających.

Korzystaj z informacji znajdujących się w bazach orzeczeń, prawa dostępu do informacji publicznej oraz własnego doświadczenia, by dowiedzieć się, jakie poglądy mają konkretni sędziowie na konkretne rodzaje spraw.

Nie używaj argumentów w stylu “Ale w sprawie II K 12/34 pan sędzia orzekł inaczej!” – to prostackie i szybko zniechęci do Ciebie cały skład orzekający. Wykorzystaj poprzednie sprawy mądrze, by przygotować strategię i argumenty, które następnie zaprezentujesz.

Krój czcionki w piśmie procesowym

Gdy byłem dużo młodszy, chciałem zostać biznesmenem, prawnikiem lub naukowcem łamiącym społeczne standardy. Mówiąc dokładniej, chciałem być fachowcem w swojej dziedzinie, nie ubierając się jednak zgodnie z zawodowym dress codem. Po latach wiem, że tylko w połowie jest to właściwa droga.

Wyglądaj jak prawnik

Może nieco zbaczam z tematu, ale wierz mi – ta opowieść jest bezpośrednio związana z czcionkami w piśmie procesowym!

Pisząc pracę magisterką z kryminalistyki trafiłem na reguły socjotechniczne opisane przez Roberta Cialdiniego. Wyjaśniały one, w dużym uproszczeniu, jakimi skrótami porusza się ludzki mózg, by nie zwariować w morzu atakujących nas bodźców. Socjotechnikę na masową skalę wykorzystuje się w marketingu.

Jedną z najciekawszych zasad była reguła autorytetu. Według niej automatycznie darzymy konkretną osobę większym zaufaniem, jeśli wygląda jak stereotypowy profesjonalista. Z tego powodu każdy lekarz występujący w reklamie obowiązkowo musi mieć kitel i stetoskop – te rekwizyty mówią nam, że to lekarz i możemy mu zaufać.

Wtedy zrozumiałem, że choć może mi się to nie podobać, stereotypowy klient oczekuje widoku stereotypowego prawnika i jest to niewielka cena za zrobienie dobrego pierwszego wrażenia.

Mów jak kumpel

Gdy zaczynałem praktykę adwokacką szybko zrozumiałem, że reguła autorytetu działa tylko w przypadku pierwszego wrażenia. Wyszukane słownictwo i zalewanie klienta prawniczą terminologią osiągały skutek odwrotny do zamierzonego – osoba, która przychodziła do mnie z życiowym problemem, wychodziła sfrustrowana i zła. Zapłaciła z poradę, z której niewiele zrozumiała.

Dość szybko ukułem wtedy zasadę, której trzymam się do dziś:

Wyglądaj jak prawnik, mów jak kumpel.

Choć ludzie oczekują od prawników, żeby wyglądali i zachowywali się jak prawnicy, tak naprawdę jedyne czego chcą, to pomocy w załatwieniu swojej sprawy. Dlatego z klientami rozmawiam prostym, powszechnym językiem, używając barwnych metafor, a gdy jesteśmy w większej komitywie – nawet językiem zupełnie potocznym. Tacy klienci najczęściej do mnie wracają i są wdzięczni, że w prostych słowach wyjaśniłem im skomplikowaną sprawę.

Bo taka powinna być przede wszystkim rola prawnika.

Wybór czcionki ma znaczenie

No dobrze, myślisz sobie w tej chwili, ale to miał być artykuł o czcionkach! I jest, bo krój czcionki jest dla pisma procesowego tym samym, czym dobry garnitur jest dla adwokata.

Prawidłowo dobrana czcionka tworzy dobre, pierwsze wrażenie (oraz poprawia czytelność). Twoją rolą jako autora pisma jest użycie takich słów, by przekonać adresata do swoich racji, a czcionka ma stanowić ładne i użyteczne opakowanie. Podobnie jak cała typografia, jej rola jest wyłącznie użytkowa.

Czasami zdarza Ci się, że choć pismo przeciwnika procesowego jest krótkie, Ty nie możesz go przeczytać do końca? Przeskakujesz całe fragmenty akapitów w poszukiwaniu puenty? Z niewyjaśnionych przyczyn Twoje oczy momentalnie męczą się podczas czytania?

Jest duże prawdopodobieństwo, że autor użył fatalnej czcionki lub dokonał innych zbrodni na typografii.

Czcionka ozdobna

Pierwszy wybór, którego musisz dokonać, to ten pomiędzy czcionką ozdobną i “zwykłą”. Czcionki ozdobne to wszelkie dziwaczne wariacje, w którym skład wchodzą również imitacje pisma ręcznego. Służą najczęściej do projektowania grafik, banerów itp. Wszystkie przykłady zamieszczone w tym artykule zostały stworzone przy pomocy czcionek o rozmiarze 14 punktów.

Czcionka ozdobna
Czcionka Sacramento

Jak widzisz, czcionka ozdobna jest mało czytelnym wyborem.

Czcionka proporcjonalna i nieproporcjonalna

Kolejna grupa czcionek, których powinieneś unikać, to czcionki nieproporcjonalne. Charakteryzują się tym, że wszystkie znaki w nich występujące mają tę samą szerokość. Litery “i”, “R” oraz “n” zajmują tyle samo miejsca w poziomie, co wykrzyknik. Czcionki nieproporcjonalne to relikt czasów maszyn do pisania, z którymi walczy legal writing.

Czcionka nieproporcjonalna
Czcionka Consolas

Powyższy przykład słusznie przywodzi Ci na myśl pismo komputerowe, ponieważ czcionki nieproporcjonalne używane są np. w wierszu poleceń systemu Windows.

Czcionki bezszeryfowe

Teraz przechodzimy już do mniej oczywistych wyborów. Generalnie przygotowując pismo musisz zadecydować, czy użyć czcionki szeryfowej, czy bezszeryfowej. Te ostatnie charakteryzują się tym, że nie mają ozdobników (najczęściej kreseczek) na końcach liter, przez co wydają się bardziej zaokrąglone. Świetnie nadają się do tekstów wyświetlanych na ekranach komputerów (na tym blogu używam bezszeryfowej czcionki Open Sans), ale już niekoniecznie w druku.

Czcionka bezszeryfowa
Czcionka Calibri

Powyższy przykład nie wygląda już tak tragicznie, ale wciąż wydaje się trochę infantylny, prawda?

Times New Roman

Wśród czcionek szeryfowych niezaprzeczalnie największą międzynarodową karierę zrobiło Times New Roman. Używany powszechnie z uwagi na swoją dostępność i profesjonalny wygląd, font dla zawodowych typografów staje się już zmorą pokroju Comic Sans (o nim dalej). Choć na początku Times New Roman może wydawać się dobrym wyborem, w istocie nim nie jest. Czcionka została wymyślona w konkretnym celu dla gazety. Z tego powodu dobrze sprawdza się w wąskich kolumnach, gdzie wiersze są bardzo krótkie, ale już nie w pismach procesowych rozciągniętych w jednej kolumnie na całą stronę.

Times New Roman
Czcionka Times New Roman

Gdy nie masz wyboru, Times New Roman nie wyrządzi Ci poważniejszej krzywdy, ale my chcemy być lepsi, a nie tylko przeciętni, prawda?

Najlepsze czcionki dla pisma procesowego

Nie mogę oczywiście stawiać sprawy na ostrzu noża i mówić Ci, która czcionka jest najlepsza. Z uwagi na swoje walory estetyczne, dostojny wygląd i dostosowaną do pisma urzędowego budowę, są dwa popularne fonty, które mogę polecić.

Od kilku lat w swoich pismach używam czcionki Garamond, której początki sięgają szesnastego wieku (!). Jest elegancka, dobrze wygląda w różnych wielkościach i, a jest to powód najważniejszy, znakomicie poprawia czytelność tekstu. W jednym z kolejnych wpisów powiemy sobie o niej nieco więcej.

Czcionka Garamond
Czcionka Garamond

Jeśli z jakiegoś powodu nie chcesz lub nie możesz używać Garamonda, polecam nieco podobny do niego font Book Antiqua. Proponuje go część amerykańskich nauczycieli legal writingu, ale po miesiącu z niego zrezygnowałem. W porównaniu do Garamonda jest nieco zbyt dziecinny.

Zły wybór może oznaczać katastrofę

Może Ci się wydawać, że typografia pisma procesowego, do której zalicza się dobór czcionki, to takie gadanie dla samego gadania, a przecież ostatecznie i tak liczy się tylko treść tworzonego przez Ciebie dokumentu.

To nie jest prawda.

Przekonanie kogoś do swojej racji (a tym de facto jest reprezentowanie interesu klienta) to złożony proces psychologiczny, na który składa się niezliczona liczba elementów. Słowa są tylko jednym z nich.

By nie być gołosłownym, przypomnę Ci tylko o tym, że gdy CERN ogłaszał odkrycie bozonu Higgsa, sporą część komentatorów dużo bardziej rozemocjonował fakt, że zrobiono to przy użyciu czcionki Comic Sans.

Słowniki w pracy prawnika

Chyba zgodzisz się ze mną, że od fachowców powinniśmy oczekiwać używania najlepszych możliwych narzędzi. Budowlaniec z przestarzałą wiertarką udarową, taksówkarz w rozpadającym się Passacie czy informatyk stawiający Ci stronę internetową na starej, dziurawej i podatnej na ataki technologii nie są wzorami, które powinno się naśladować.

Dlaczego zatem tak mało mówi się o jakości słowników, z których korzystają prawnicy?

Po co prawnikom słowniki

Jeśli masz za sobą studia prawnicze z pewnością pamiętasz, ile czasu poświęcano na nich wykładni prawa. Z uwagi na swoją budowę, przepisy prawne często trzeba interpretować, ponieważ tylko wtedy można dostosować je do prawdziwych sytuacji, w jakich znajdują zastosowanie.

Podstawowym typem wykładni jest wykładnia językowa. W dużym skrócie polega na tym, że osoba interpretująca słowa i wyrażenia występujące w danym przepisie próbuje ustalić ich powszechne, językowe znaczenie. Gdzie takie znaczenie znajdzie? Oczywiście w słownikach języka polskiego.

Dodatkowo powinieneś zajrzeć do słownika, gdy masz jakiekolwiek wątpliwości co do znaczenia konkretnego słowa. Jedna z najważniejszych rad językowych, jakie usłyszałem, brzmi:

Nigdy nie używaj danego słowa, gdy nie jesteś absolutnie pewny jego znaczenia.

Mój Tata

To szybka droga do ośmieszenia się, a to z kolei poważnie osłabia Twoją siłę przekonywania w piśmie procesowym.

Warto zapoznać się ze słownikami poprawnościowymi (słownikami poprawnej polszczyzny), gdy nie jesteś pewien, jak zapisać dane słowo albo w jakim kontekście go użyć. Tę funkcję spełnia dziś dobrze Google – sam wiesz najlepiej, ile razy sprawdzałeś zasady pisowni lub interpunkcji wpisując coś w wyszukiwarce.

Słowniki mogą przydać się także, o czym część prawników zdaje się zapominać, w interpretacji zapisów umownych. Taką praktykę już dawno zaakceptował i pochwalił Sąd Najwyższy.

Posługiwanie się dla celów analizy charakteru umów słownikami języka polskiego nie tylko nie narusza ani art. 316 § 1 k.p.c. ani żadnych innych przepisów lub reguł prawa, lecz jest jak najbardziej uprawnionym elementem dokonywania oceny dowodów stosownej do art. 233 § 1 k.p.c. oraz wyrazem logicznego i bezstronnego, racjonalnego i wszechstronnego rozważenia przez sąd zebranego materiału dowodowego.

Sąd Najwyższy w sprawie II UKN 464/01

Prawnicze stereotypy dotyczące słowników

Stosunek adwokatów, radców i sędziów do słowników dobrze pokazuje, dlaczego potrzebna jest w naszym kraju edukacja legalwritingowa. W obrocie funkcjonuje wiele stereotypów wpływających na to, że wybieramy słowniki nieprzydatne do naszej pracy.

Przede wszystkim nieprawdą jest to, że wszystkie słowniki są jednakowo dobre. Bardzo dużo publikacji to przestarzałe metodologicznie dinozaury, które w ogóle nie powinny znajdować się już na naszych półkach (no chyba, że analizujemy ustawodawstwo z lat 50. ubiegłego wieku).

Inne powszechne przekonanie dotyczy tego, że wiedzy zawartej w słownikach nie wolno podważać. Tymczasem słowniki są jedynie autorską oceną znaczenia danych wyrażeń, która musi być weryfikowana.

Według sporej grupy prawników czas stworzenia słownika nie ma znaczenia. Nasz język jednak nieustannie się zmienia i korzystanie z jego opisu przygotowanego 50, a nawet 100 lat temu, jest po prostu nieprofesjonalne. Z tego samego powodu korzystanie ze starego słownika wcale nie jest wyrazem szacunku dla tradycji.

Wreszcie chyba najpoważniejszym błędem jest stwierdzenie, że rodzaj słownika nie ma znaczenia dla wykładni językowej. Użycie do interpretacji przepisu słownika wyrazów obcych lub bliskoznacznych może mieć katastrofalne skutki, o czym opowiem w jednym z kolejnych artykułów.

Jakie słowniki wybierać

Od kilkunastu lat w środowisku prawniczym zaczęły pojawiać się artykuły leksykografów i współpracujących z nimi prawników, które pozwalają nam lepiej przygotować się do pracy ze słownikami.

Słownik pod redakcją M. Szymczaka
Słownik pod redakcją M. Szymczaka

Generalnie zaleca się korzystać ze słowników, które są najbardziej aktualne pod kątem przyjętej metodologii (nie jest to jednoznaczne z datą wydania). Starsze publikacje, a w szczególności najbardziej popularne dziś słowniki pod redakcją Witolda Doroszewskiego oraz Mieczysława Szymczaka, z uwagi na sposób konstrukcji definicji i swoje założenia, powinny zniknąć z sal sądowych.

Może Cię to zdziwić, ale obecnie najlepszym słownikiem języka polskiego jest słownik internetowy. Wielki Słownik Języka Polskiego pod redakcją Piotra Żmigrodzkiego to najbardziej nowoczesne dzieło leksykograficzne, powszechnie dostępne i darmowe, które wciąż się rozrasta. Z pewnością doczeka się niedługo osobnego wpisu.

Czy jest się czym przejmować?

Wiele osób, z którymi rozmawiałem na ten temat, na początku traktowało mnie jak kogoś z innej planety. Jak to, pytali, skoro coś działa, po co to zmieniać? Nie będę przecież kupować nowych, drogich słowników, skoro mam starsze na półce!

Rozpadający się Passat taksówkarza także działa, ale przecież nie czyni go to symbolem profesjonalizmu. Większość prawników wykonuje zawody zaufania społecznego i ich obowiązkiem jest dbać o to, by wykonywali je profesjonalnie.

Gdy w piśmie procesowym pada stwierdzenie “Mój klient zaadoptował piwnicę na pomieszczenie mieszkalne”, nauka legal writingu staje się potrzebna jak nigdy wcześniej.

Po to powstał ten blog.

Jak u Ciebie wygląda sprawa ze słownikami? Zwracasz uwagę na jakość lub datę wydania, używasz ich w ogóle w codziennej pracy? A może nie zgadzasz się z moimi poglądami? Podziel się tym w komentarzach!

Recenzja The Lawyer’s Guide to Writing Well

W swoim poprzednim wpisie użyłem metafory pływania by pokazać, jak dobrze dobrane metody nauki pozwalają szybciej i łatwiej osiągnąć wyznaczone cele. Zamiast miotać się pomiędzy niesprawdzonymi technikami, warto od razu angażować swój czas i siły tam, gdzie możemy liczyć na realny progres.

Dlatego dziś opowiem Ci o muzyce.

Bycie samoukiem

W pierwszej klasie liceum postanowiłem, że będę grał na gitarze. Moje wcześniejsze doświadczenia z instrumentami ograniczały się do plastikowego fletu na lekcjach muzyki, ale nie było to żadną przeszkodą, ponieważ bardzo chciałem grać.

Zamiast pójść do szkoły muzycznej albo zapisać się na porządny kurs, postanowiłem zostać samoukiem. Podpatrywałem trochę od starszych kolegów i koleżanek, głównie jednak miotałem się po Internecie i robiłem po łebkach różne lekcje, uczyłem się także utworów, które akurat bardzo mi się podobały.

Nie miałem żadnego planu. Choć po kilkunastu latach sporadycznego ćwiczenia szło mi całkiem nieźle, wciąż czułem niedosyt i wiedziałem, że robię masę podstawowych, technicznych błędów. Dopiero kilka lat temu, gdy przypadkowo trafiłem na kurs Ericha Andreasa i zrobiłem kilka pierwszych lekcji poczułem, że otworzył się przede mną zupełnie nowy świat. Miałem wrażenie, że ktoś zdjął błonę, która oddzielała mnie od rzeczywistości. Wszystko nagle stawało się zrozumiałe, proste i, co najważniejsze, oczywiste. Od razu zrozumiałem, że samouctwo tam, gdzie nie ma takiej potrzeby, jest jedynie marnowaniem czasu i życiowej energii.

Drugi raz poczułem się w taki sam sposób, gdy przeczytałem The Lawyer’s Guide to Writing Well.

Połączenie doświadczeń dziennikarza i prawnika

Omawiana książka jest dziełem profesorów prawa (Tom Goldstein) i dziennikarstwa (Jethro K. Lieberman). Dzięki temu znajdziemy w niej ogromną liczbę przemyśleń i obserwacji, których nie ma w zwyczajnych podręcznikach legal writingu. Autorzy, oprócz własnych badań, posiłkowali się także doświadczeniem zdobytym w doradztwie wielki kancelariom, które same miały problemy z pismami procesowymi.

Pierwsza część The Lawyer’s Guide to Writing Well to rozdziały z pogranicza filozofii, statystyki i językoznawstwa. Autorzy tłumaczą, dlaczego prawnicy nie potrafią pisać zwięźle i klarownie. Szczegółowo omawiany jest rys historyczny podejścia do konstruowania dokumentów prawniczych, o czym powiem jeszcze dalej.

Rozdziały przepełnione są konkretnymi poradami. W przeciwieństwie do konkurujących pozycji na rynku, ta nie jest może wypchana po brzegi przykładami, ale z drugiej strony zwiększa to jej przystępność i czytelność.

Maszyna do pisania i komputer

Recenzowana książka jest wyjątkowa także z innego powodu. Jej pierwsza edycja ukazała się w 1988 roku, gdy w powszechnym obrocie były maszyny do pisania. Edycję drugą, którą ja mam przyjemność posiadać (na rynku jest już trzecie wydanie), opublikowano w 2002 roku. W tym czasie większość kancelarii posiadała już komputery i pisma tworzone były w edytorach tekstu.

Bazując na tej historycznej perspektywie autorzy tłumaczą, z czego wynikać mogą złe nawyki prawników. Przekonująco analizują katastrofalną typografię, niemal żywcem wziętą z czasów maszyn do pisania, którą w obrocie wciąż utrzymuje niezdrowie przywiązanie do tradycji.

Główne przesłanie tej pozycji jest następujące:

Fakt, że Twój szef lub patron robi coś w określony sposób, bo tak nauczył go jego szef lub patron, nie obliguje Cię do tego, byś powtarzał te same błędy.

Potrzebujesz planu

Przygotowanie dobrego pisma procesowego, od momentu otrzymania pierwszych informacji o sprawie, aż do złożenia dokumentu w sądzie, można rozpisać na konkretne kroki. Można, mówiąc językiem informatyków, znaleźć na to algorytm.

Autorzy proponują następujący:

  1. stwórz pierwszą teorię rozwiązania problemu i ją zapisz;
  2. zbadaj sprawę, robiąc notatki;
  3. przygotuj surową wersję swojego pisma;
  4. ponownie oceń stworzoną teorię, wyjaśnij ją sobie na piśmie;
  5. przygotuj formalny zarys pisma;
  6. skonstruuj pismo;
  7. przeorganizuj jego układ i treść;
  8. przepisz to, co trzeba;
  9. redakcja, redakcja i jeszcze raz redakcja;
  10. poproś kogoś o korektę.

Kluczowym elementem tego systemu jest punkt 9, który (podobnie jak 7 i 8), będziesz musiał powtarzać wielokrotnie. Tylko w taki sposób jesteś w stanie stworzyć czytelne pismo spełniające swoje podstawowe, procesowe funkcje.

Dobra inwestycja

Zakup The Lawyer’s Guide to Writing Well to dobra inwestycja. Oprócz szeregu kolejnych rozdziałów poświęconych stricte pisaniu, autorzy prezentują również bogatą bibliografię, sposoby radzenia sobie z blokadą twórczą czy zasady prowadzenia legalwritingowych audytów.

W Polsce książkę można czasami kupić na serwisach aukcyjnych w formie e-booka. Wersje fizyczne dostępne są na przykład na Amazonie, ale ceny potrafią osiągać nieprzyjemne rozmiary. Jeśli bardzo zależy Ci na papierowym egzemplarzu, najlepiej poprosić znajomego przebywającego akurat w USA, by kupił ją dla Ciebie w zwykłej księgarni.

Jeśli chcesz, tak jak ja, otworzyć oczy i spojrzeć na świat pism procesowych z zupełnie nowej perspektywy, The Lawyer’s Guide to Writing Well musi znaleźć się w Twojej bibliotece.

Czy polscy prawnicy potrzebują legal writingu?

Wyobraź sobie, że nikt nigdy nie pokazał Ci, jak należy pływać, ale mimo wszystko zawsze chciałeś się tego nauczyć. Wskakiwałeś więc do wody i próbowałeś na różne sposoby utrzymać się na powierzchni. Po wielu niepowodzeniach udało Ci się wreszcie przepłynąć mały kawałek i, zadowolony z osiągniętego sukcesu, rozwijałeś wymyśloną przez siebie technikę.

Nauka musi być świadoma

Opracowany przez Ciebie autorski styl spełniał swoją rolę – utrzymać Cię na powierzchni i pozwolić na przemieszczenie się z jednego punktu do drugiego. O ile jednak nie jesteś samorodnym geniuszem sportów wodnych, istnieje duża szansa, że w porównaniu z kimś, kto od początku uczony był kraula czy żabki, wyszedłbyś w najlepszym przypadku na pracowitego amatora.

Efektywne pływanie, podobnie jak każda inna umiejętność, nie jest czymś wrodzonym, do czego w każdych okolicznościach można dojść samemu. Cztery podstawowe style pływackie to efekt niezliczonych lat analiz, eksperymentów i zwykłej praktyki, które złożyły się na fragment naszej wspólnej, cywilizacyjnej wiedzy.

Oczywiście, możesz się uprzeć i pływać po swojemu. Ale jeśli Twoim celem jest coś więcej niż tylko potaplanie się w wodzie, po co marnować czas, siły i (prawdopodobnie) pieniądze na nieprzewidywalne eksperymenty, gdy możesz od razu zacząć doskonalić się w konkretnej, zweryfikowanej przez miliony Twoich poprzedników dziedzinie?

Cele legal writingu

Podobnie jak w przypadku pływania, sztuki tworzenia skutecznych pism procesowych można się nauczyć. Dziedzina, która się tym zajmuje, od dziesięcioleci funkcjonuje w krajach anglosaskich pod nazwą legal writing. Na potrzeby tego artykułu zdefiniujmy legal writing jako zbiór zasad opisujących skuteczne przygotowywanie i prezentowanie argumentacji prawniczej.

Bardzo duża grupa prawników po prostu nie potrafi skutecznie pisać. Skutecznie, czyli w taki sposób, by nie tylko skłonić odbiorcę do przeczytania tego, co stworzyli, ale także by wywołać u niego pozytywne emocje i, ostatecznie, spróbować przekonać do swojego stanowiska.

Negatywna opinia o prawnikach wynika między innymi z tego, że komunikują się często w sposób niezrozumiały nawet dla innych prawników. Wszyscy znamy ściany prawniczego słowotoku, przywoływane bez sensu dziesiątki orzeczeń, językowe rewolucje w zdaniach wielokrotnie złożonych, pogrubione akapity lub strony, czcionkę wymagającą użycia lupy i inne bolączki pism procesowych.

Celem legal writingu jest pozbycie się ich z obiegu raz na zawsze.

Dlaczego prawnicy nie potrafią pisać

W jednym z kolejnych artykułów zaprezentuję bardziej szczegółową analizę przyczyn takiego stanu rzeczy, ale już teraz warto chwilę się nad tym pochylić.

Prawnicy mają problem ze skutecznym pisaniem nie dlatego, że są leniwi czy głupi. Po prostu nikt im nigdy nie uświadomił, że prawidłowego pisania tekstów prawniczych można się uczyć.

Studenci, aplikanci i młodzi adwokaci lub radcowie bazują w zasadzie na praktykach wyniesionych ze swoich miejsc pracy i ze szkoły podstawowej, w której ostatni raz mieli poważniejszy kontakt z językoznawstwem. Zauważyliście jak rzadko w następnych etapach edukacji (oczywiście poza filologią) poruszany był temat nauki o języku? To pokutuje między innymi kiepskim stanem pism przygotowywanych przez prawników.

Polscy prawnicy potrzebują legal writingu

Rolą pełnomocnika jest reprezentowanie interesów swojego klienta. Moim zdaniem wynika z tego to, że obowiązek szkolenia się w zakresie prawidłowego pisania powinien być jednym z filarów edukacji prawniczej, tak jak są nimi sztuka występowania przed sądem czy retoryka (wchodząca zresztą w skład szeroko rozumianego legal writingu). Większość prawników zdecydowanie więcej czasu spędza przed edytorem tekstu niż na sali sądowej.

Na lepszych pismach procesowych zyskamy wszyscy. Autorzy, bo będą szybciej i bardziej profesjonalnie przygotowywać pisma. Klienci, bo będą je wreszcie rozumieć. Sędziowie i organy procesowe, bo znacznie przyspieszy to i ułatwi rozpoznawanie spraw.

Przyswojenie sobie prawidłowych zasad legal writingu pozwala oszczędzać czas, siły i pieniądze, o których mówiłem na początku. W interesie nas wszystkich jest, by tworzone przez prawników dokumenty były środkiem do ochrony swoich praw, a nie rzucanymi pod nogi kłodami.

Tym dość długim wpisem, nazwijmy go moim legalwritingowym manifestem, witam Cię na moim blogu. Mam nadzieję, że razem ze mną będziesz odkrywać tajniki skutecznego (i przyjemnego) tworzenia dokumentów prawniczych!

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén