O sztuce tworzenia pism procesowych i innych dokumentów prawniczych.

Miesiąc: Październik 2020

Słowniki w pracy prawnika

Chyba zgodzisz się ze mną, że od fachowców powinniśmy oczekiwać używania najlepszych możliwych narzędzi. Budowlaniec z przestarzałą wiertarką udarową, taksówkarz w rozpadającym się Passacie czy informatyk stawiający Ci stronę internetową na starej, dziurawej i podatnej na ataki technologii nie są wzorami, które powinno się naśladować.

Dlaczego zatem tak mało mówi się o jakości słowników, z których korzystają prawnicy?

Po co prawnikom słowniki

Jeśli masz za sobą studia prawnicze z pewnością pamiętasz, ile czasu poświęcano na nich wykładni prawa. Z uwagi na swoją budowę, przepisy prawne często trzeba interpretować, ponieważ tylko wtedy można dostosować je do prawdziwych sytuacji, w jakich znajdują zastosowanie.

Podstawowym typem wykładni jest wykładnia językowa. W dużym skrócie polega na tym, że osoba interpretująca słowa i wyrażenia występujące w danym przepisie próbuje ustalić ich powszechne, językowe znaczenie. Gdzie takie znaczenie znajdzie? Oczywiście w słownikach języka polskiego.

Dodatkowo powinieneś zajrzeć do słownika, gdy masz jakiekolwiek wątpliwości co do znaczenia konkretnego słowa. Jedna z najważniejszych rad językowych, jakie usłyszałem, brzmi:

Nigdy nie używaj danego słowa, gdy nie jesteś absolutnie pewny jego znaczenia.

Mój Tata

To szybka droga do ośmieszenia się, a to z kolei poważnie osłabia Twoją siłę przekonywania w piśmie procesowym.

Warto zapoznać się ze słownikami poprawnościowymi (słownikami poprawnej polszczyzny), gdy nie jesteś pewien, jak zapisać dane słowo albo w jakim kontekście go użyć. Tę funkcję spełnia dziś dobrze Google – sam wiesz najlepiej, ile razy sprawdzałeś zasady pisowni lub interpunkcji wpisując coś w wyszukiwarce.

Słowniki mogą przydać się także, o czym część prawników zdaje się zapominać, w interpretacji zapisów umownych. Taką praktykę już dawno zaakceptował i pochwalił Sąd Najwyższy.

Posługiwanie się dla celów analizy charakteru umów słownikami języka polskiego nie tylko nie narusza ani art. 316 § 1 k.p.c. ani żadnych innych przepisów lub reguł prawa, lecz jest jak najbardziej uprawnionym elementem dokonywania oceny dowodów stosownej do art. 233 § 1 k.p.c. oraz wyrazem logicznego i bezstronnego, racjonalnego i wszechstronnego rozważenia przez sąd zebranego materiału dowodowego.

Sąd Najwyższy w sprawie II UKN 464/01

Prawnicze stereotypy dotyczące słowników

Stosunek adwokatów, radców i sędziów do słowników dobrze pokazuje, dlaczego potrzebna jest w naszym kraju edukacja legalwritingowa. W obrocie funkcjonuje wiele stereotypów wpływających na to, że wybieramy słowniki nieprzydatne do naszej pracy.

Przede wszystkim nieprawdą jest to, że wszystkie słowniki są jednakowo dobre. Bardzo dużo publikacji to przestarzałe metodologicznie dinozaury, które w ogóle nie powinny znajdować się już na naszych półkach (no chyba, że analizujemy ustawodawstwo z lat 50. ubiegłego wieku).

Inne powszechne przekonanie dotyczy tego, że wiedzy zawartej w słownikach nie wolno podważać. Tymczasem słowniki są jedynie autorską oceną znaczenia danych wyrażeń, która musi być weryfikowana.

Według sporej grupy prawników czas stworzenia słownika nie ma znaczenia. Nasz język jednak nieustannie się zmienia i korzystanie z jego opisu przygotowanego 50, a nawet 100 lat temu, jest po prostu nieprofesjonalne. Z tego samego powodu korzystanie ze starego słownika wcale nie jest wyrazem szacunku dla tradycji.

Wreszcie chyba najpoważniejszym błędem jest stwierdzenie, że rodzaj słownika nie ma znaczenia dla wykładni językowej. Użycie do interpretacji przepisu słownika wyrazów obcych lub bliskoznacznych może mieć katastrofalne skutki, o czym opowiem w jednym z kolejnych artykułów.

Jakie słowniki wybierać

Od kilkunastu lat w środowisku prawniczym zaczęły pojawiać się artykuły leksykografów i współpracujących z nimi prawników, które pozwalają nam lepiej przygotować się do pracy ze słownikami.

Słownik pod redakcją M. Szymczaka
Słownik pod redakcją M. Szymczaka

Generalnie zaleca się korzystać ze słowników, które są najbardziej aktualne pod kątem przyjętej metodologii (nie jest to jednoznaczne z datą wydania). Starsze publikacje, a w szczególności najbardziej popularne dziś słowniki pod redakcją Witolda Doroszewskiego oraz Mieczysława Szymczaka, z uwagi na sposób konstrukcji definicji i swoje założenia, powinny zniknąć z sal sądowych.

Może Cię to zdziwić, ale obecnie najlepszym słownikiem języka polskiego jest słownik internetowy. Wielki Słownik Języka Polskiego pod redakcją Piotra Żmigrodzkiego to najbardziej nowoczesne dzieło leksykograficzne, powszechnie dostępne i darmowe, które wciąż się rozrasta. Z pewnością doczeka się niedługo osobnego wpisu.

Czy jest się czym przejmować?

Wiele osób, z którymi rozmawiałem na ten temat, na początku traktowało mnie jak kogoś z innej planety. Jak to, pytali, skoro coś działa, po co to zmieniać? Nie będę przecież kupować nowych, drogich słowników, skoro mam starsze na półce!

Rozpadający się Passat taksówkarza także działa, ale przecież nie czyni go to symbolem profesjonalizmu. Większość prawników wykonuje zawody zaufania społecznego i ich obowiązkiem jest dbać o to, by wykonywali je profesjonalnie.

Gdy w piśmie procesowym pada stwierdzenie “Mój klient zaadoptował piwnicę na pomieszczenie mieszkalne”, nauka legal writingu staje się potrzebna jak nigdy wcześniej.

Po to powstał ten blog.

Jak u Ciebie wygląda sprawa ze słownikami? Zwracasz uwagę na jakość lub datę wydania, używasz ich w ogóle w codziennej pracy? A może nie zgadzasz się z moimi poglądami? Podziel się tym w komentarzach!

The Lawyer’s Guide to Writing Well – recenzja

W swoim poprzednim wpisie użyłem metafory pływania by pokazać, jak dobrze dobrane metody nauki pozwalają szybciej i łatwiej osiągnąć wyznaczone cele. Zamiast miotać się pomiędzy niesprawdzonymi technikami, warto od razu angażować swój czas i siły tam, gdzie możemy liczyć na realny progres.

Dlatego dziś opowiem Ci o muzyce.

Bycie samoukiem

W pierwszej klasie liceum postanowiłem, że będę grał na gitarze. Moje wcześniejsze doświadczenia z instrumentami ograniczały się do plastikowego fletu na lekcjach muzyki, ale nie było to żadną przeszkodą, ponieważ bardzo chciałem grać.

Zamiast pójść do szkoły muzycznej albo zapisać się na porządny kurs, postanowiłem zostać samoukiem. Podpatrywałem trochę od starszych kolegów i koleżanek, głównie jednak miotałem się po Internecie i robiłem po łebkach różne lekcje, uczyłem się także utworów, które akurat bardzo mi się podobały.

Nie miałem żadnego planu. Choć po kilkunastu latach sporadycznego ćwiczenia szło mi całkiem nieźle, wciąż czułem niedosyt i wiedziałem, że robię masę podstawowych, technicznych błędów. Dopiero kilka lat temu, gdy przypadkowo trafiłem na kurs Ericha Andreasa i zrobiłem kilka pierwszych lekcji poczułem, że otworzył się przede mną zupełnie nowy świat. Miałem wrażenie, że ktoś zdjął błonę, która oddzielała mnie od rzeczywistości. Wszystko nagle stawało się zrozumiałe, proste i, co najważniejsze, oczywiste. Od razu zrozumiałem, że samouctwo tam, gdzie nie ma takiej potrzeby, jest jedynie marnowaniem czasu i życiowej energii.

Drugi raz poczułem się w taki sam sposób, gdy przeczytałem The Lawyer’s Guide to Writing Well.

Połączenie doświadczeń dziennikarza i prawnika

Omawiana książka jest dziełem profesorów prawa (Tom Goldstein) i dziennikarstwa (Jethro K. Lieberman). Dzięki temu znajdziemy w niej ogromną liczbę przemyśleń i obserwacji, których nie ma w zwyczajnych podręcznikach legal writingu. Autorzy, oprócz własnych badań, posiłkowali się także doświadczeniem zdobytym w doradztwie wielki kancelariom, które same miały problemy z pismami procesowymi.

Pierwsza część The Lawyer’s Guide to Writing Well to rozdziały z pogranicza filozofii, statystyki i językoznawstwa. Autorzy tłumaczą, dlaczego prawnicy nie potrafią pisać zwięźle i klarownie. Szczegółowo omawiany jest rys historyczny podejścia do konstruowania dokumentów prawniczych, o czym powiem jeszcze dalej.

Rozdziały przepełnione są konkretnymi poradami. W przeciwieństwie do konkurujących pozycji na rynku, ta nie jest może wypchana po brzegi przykładami, ale z drugiej strony zwiększa to jej przystępność i czytelność.

Maszyna do pisania i komputer

Recenzowana książka jest wyjątkowa także z innego powodu. Jej pierwsza edycja ukazała się w 1988 roku, gdy w powszechnym obrocie były maszyny do pisania. Edycję drugą, którą ja mam przyjemność posiadać (na rynku jest już trzecie wydanie), opublikowano w 2002 roku. W tym czasie większość kancelarii posiadała już komputery i pisma tworzone były w edytorach tekstu.

Bazując na tej historycznej perspektywie autorzy tłumaczą, z czego wynikać mogą złe nawyki prawników. Przekonująco analizują katastrofalną typografię, niemal żywcem wziętą z czasów maszyn do pisania, którą w obrocie wciąż utrzymuje niezdrowie przywiązanie do tradycji.

Główne przesłanie tej pozycji jest następujące:

Fakt, że Twój szef lub patron robi coś w określony sposób, bo tak nauczył go jego szef lub patron, nie obliguje Cię do tego, byś powtarzał te same błędy.

Potrzebujesz planu

Przygotowanie dobrego pisma procesowego, od momentu otrzymania pierwszych informacji o sprawie, aż do złożenia dokumentu w sądzie, można rozpisać na konkretne kroki. Można, mówiąc językiem informatyków, znaleźć na to algorytm.

Autorzy proponują następujący:

  1. stwórz pierwszą teorię rozwiązania problemu i ją zapisz;
  2. zbadaj sprawę, robiąc notatki;
  3. przygotuj surową wersję swojego pisma;
  4. ponownie oceń stworzoną teorię, wyjaśnij ją sobie na piśmie;
  5. przygotuj formalny zarys pisma;
  6. skonstruuj pismo;
  7. przeorganizuj jego układ i treść;
  8. przepisz to, co trzeba;
  9. redakcja, redakcja i jeszcze raz redakcja;
  10. poproś kogoś o korektę.

Kluczowym elementem tego systemu jest punkt 9, który (podobnie jak 7 i 8), będziesz musiał powtarzać wielokrotnie. Tylko w taki sposób jesteś w stanie stworzyć czytelne pismo spełniające swoje podstawowe, procesowe funkcje.

Dobra inwestycja

Zakup The Lawyer’s Guide to Writing Well to dobra inwestycja. Oprócz szeregu kolejnych rozdziałów poświęconych stricte pisaniu, autorzy prezentują również bogatą bibliografię, sposoby radzenia sobie z blokadą twórczą czy zasady prowadzenia legalwritingowych audytów.

W Polsce książkę można czasami kupić na serwisach aukcyjnych w formie e-booka. Wersje fizyczne dostępne są na przykład na Amazonie, ale ceny potrafią osiągać nieprzyjemne rozmiary. Jeśli bardzo zależy Ci na papierowym egzemplarzu, najlepiej poprosić znajomego przebywającego akurat w USA, by kupił ją dla Ciebie w zwykłej księgarni.

Jeśli chcesz, tak jak ja, otworzyć oczy i spojrzeć na świat pism procesowych z zupełnie nowej perspektywy, The Lawyer’s Guide to Writing Well musi znaleźć się w Twojej bibliotece.

Czy polscy prawnicy potrzebują legal writingu?

Wyobraź sobie, że nikt nigdy nie pokazał Ci, jak należy pływać, ale mimo wszystko zawsze chciałeś się tego nauczyć. Wskakiwałeś więc do wody i próbowałeś na różne sposoby utrzymać się na powierzchni. Po wielu niepowodzeniach udało Ci się wreszcie przepłynąć mały kawałek i, zadowolony z osiągniętego sukcesu, rozwijałeś wymyśloną przez siebie technikę.

Nauka musi być świadoma

Opracowany przez Ciebie autorski styl spełniał swoją rolę – utrzymać Cię na powierzchni i pozwolić na przemieszczenie się z jednego punktu do drugiego. O ile jednak nie jesteś samorodnym geniuszem sportów wodnych, istnieje duża szansa, że w porównaniu z kimś, kto od początku uczony był kraula czy żabki, wyszedłbyś w najlepszym przypadku na pracowitego amatora.

Efektywne pływanie, podobnie jak każda inna umiejętność, nie jest czymś wrodzonym, do czego w każdych okolicznościach można dojść samemu. Cztery podstawowe style pływackie to efekt niezliczonych lat analiz, eksperymentów i zwykłej praktyki, które złożyły się na fragment naszej wspólnej, cywilizacyjnej wiedzy.

Oczywiście, możesz się uprzeć i pływać po swojemu. Ale jeśli Twoim celem jest coś więcej niż tylko potaplanie się w wodzie, po co marnować czas, siły i (prawdopodobnie) pieniądze na nieprzewidywalne eksperymenty, gdy możesz od razu zacząć doskonalić się w konkretnej, zweryfikowanej przez miliony Twoich poprzedników dziedzinie?

Cele legal writingu

Podobnie jak w przypadku pływania, sztuki tworzenia skutecznych pism procesowych można się nauczyć. Dziedzina, która się tym zajmuje, od dziesięcioleci funkcjonuje w krajach anglosaskich pod nazwą legal writing. Na potrzeby tego artykułu zdefiniujmy legal writing jako zbiór zasad opisujących skuteczne przygotowywanie i prezentowanie argumentacji prawniczej.

Bardzo duża grupa prawników po prostu nie potrafi skutecznie pisać. Skutecznie, czyli w taki sposób, by nie tylko skłonić odbiorcę do przeczytania tego, co stworzyli, ale także by wywołać u niego pozytywne emocje i, ostatecznie, spróbować przekonać do swojego stanowiska.

Negatywna opinia o prawnikach wynika między innymi z tego, że komunikują się często w sposób niezrozumiały nawet dla innych prawników. Wszyscy znamy ściany prawniczego słowotoku, przywoływane bez sensu dziesiątki orzeczeń, językowe rewolucje w zdaniach wielokrotnie złożonych, pogrubione akapity lub strony, czcionkę wymagającą użycia lupy i inne bolączki pism procesowych.

Celem legal writingu jest pozbycie się ich z obiegu raz na zawsze.

Dlaczego prawnicy nie potrafią pisać

W jednym z kolejnych artykułów zaprezentuję bardziej szczegółową analizę przyczyn takiego stanu rzeczy, ale już teraz warto chwilę się nad tym pochylić.

Prawnicy mają problem ze skutecznym pisaniem nie dlatego, że są leniwi czy głupi. Po prostu nikt im nigdy nie uświadomił, że prawidłowego pisania tekstów prawniczych można się uczyć.

Studenci, aplikanci i młodzi adwokaci lub radcowie bazują w zasadzie na praktykach wyniesionych ze swoich miejsc pracy i ze szkoły podstawowej, w której ostatni raz mieli poważniejszy kontakt z językoznawstwem. Zauważyliście jak rzadko w następnych etapach edukacji (oczywiście poza filologią) poruszany był temat nauki o języku? To pokutuje między innymi kiepskim stanem pism przygotowywanych przez prawników.

Polscy prawnicy potrzebują legal writingu

Rolą pełnomocnika jest reprezentowanie interesów swojego klienta. Moim zdaniem wynika z tego to, że obowiązek szkolenia się w zakresie prawidłowego pisania powinien być jednym z filarów edukacji prawniczej, tak jak są nimi sztuka występowania przed sądem czy retoryka (wchodząca zresztą w skład szeroko rozumianego legal writingu). Większość prawników zdecydowanie więcej czasu spędza przed edytorem tekstu niż na sali sądowej.

Na lepszych pismach procesowych zyskamy wszyscy. Autorzy, bo będą szybciej i bardziej profesjonalnie przygotowywać pisma. Klienci, bo będą je wreszcie rozumieć. Sędziowie i organy procesowe, bo znacznie przyspieszy to i ułatwi rozpoznawanie spraw.

Przyswojenie sobie prawidłowych zasad legal writingu pozwala oszczędzać czas, siły i pieniądze, o których mówiłem na początku. W interesie nas wszystkich jest, by tworzone przez prawników dokumenty były środkiem do ochrony swoich praw, a nie rzucanymi pod nogi kłodami.

Tym dość długim wpisem, nazwijmy go moim legalwritingowym manifestem, witam Cię na moim blogu. Mam nadzieję, że razem ze mną będziesz odkrywać tajniki skutecznego (i przyjemnego) tworzenia dokumentów prawniczych!

Page 2 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén